Audyt w świecie danych. Wywiad z Marcinem Kowalczykiem

Audyt w świecie danych. Wywiad z Marcinem Kowalczykiem

Jeszcze dwie dekady temu atrybutem pracy audytora był segregator, kalkulator i stos dokumentów. Dziś coraz częściej są to zautomatyzowane narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję. Nie zmieniło się jedno: potrzeba krytycznego myślenia i profesjonalnego sceptycyzmu. Z Marcinem Kowalczykiem, Partnerem EY Assurance Polska rozmawiamy o tym, jak technologia przekształca zawód biegłego rewidenta, jakie kompetencje liczą się dziś najbardziej i dlaczego audyt może być dobrym punktem wyjścia do wielu różnych ścieżek kariery.

Profil zawodowy

Gdyby miał Pan dzisiaj wytłumaczyć osobie spoza branży, na czym właściwie polega praca audytora, od czego by Pan zaczął?

Przede wszystkim od tego, że audytor funkcjonuje na styku biznesu i świata zewnętrznego. Z jednej strony mamy spółkę, która prezentuje swoje wyniki i osiągnięcia, z drugiej inwestorów, właścicieli, regulatora, rady nadzorcze czy komitety audytu. Naszym zadaniem jest ocena czy informacje prezentowane przez przedsiębiorstwo są prawidłowe, obiektywne i zgodne z obowiązującymi zasadami.

Ta rola, moim zdaniem, staje się coraz ważniejsza. Oczekiwania wobec audytu rosną, podobnie jak poziom regulacji z tym związanych Jednocześnie sam zakres naszej pracy jest dziś znacznie szerszy. Audytor nie patrzy już wyłącznie na to, czy sprawozdanie finansowe zostało przygotowane zgodnie z określonymi przepisami. Musi rozumieć działalność przedsiębiorstwa, jego procesy i ryzyka, system kontroli wewnętrznej, jakość danych, a coraz częściej również zagadnienia związane z cyberbezpieczeństwem czy nowymi technologiami.

Pracuje Pan w audycie od wielu lat. Co najbardziej zmieniło się w tym zawodzie w tym czasie?

Kiedy zaczynałem audytorską przygodę, jeździliśmy do klientów z wieloma segregatorami przepełnionymi stosem dokumentów. Poza komputerem podstawowymi narzędziami pracy były kalkulator, papier i faktury. Duża część badania polegała na wyborze próby – sprawdzaliśmy 20, 50 czy 100 dokumentów i na tej podstawie wykonywaliśmy określone procedury.

Dzisiaj świat audytu jest, przede wszystkim, światem danych. Coraz częściej patrzymy na cały ich zbiór i wyszukujemy w nich nieprawidłowości. Zamiast zastanawiać się, które kilkadziesiąt faktur wybrać, możemy przeanalizować znacznie szerszy materiał i skierować uwagę tam, gdzie rzeczywiście może pojawić się ryzyko.

Zmienił się też sposób organizacji pracy. Kiedyś duża część zadań młodszych osób polegała na manualnej obróbce danych. Dzisiaj wiele tych czynności można automatyzować. Dane są coraz bardziej wystandaryzowane i zdigitalizowane, więc również po naszej stronie pojawia się więcej narzędzi do ich automatycznej analizy.

To moim zdaniem jedna z największych zmian: przejście od badania próbek do pracy na całych zbiorach danych i coraz większa automatyzacja procesów.

Czy rozwój AI jest dla audytu bardziej zagrożeniem czy szansą?

Ja patrzę na niego przede wszystkim jak na szansę, żeby ograniczać czas przeznaczany na najbardziej powtarzalne elementy pracy, takie jak mechaniczna obróbka danych. Dzięki temu można więcej czasu poświęcić temu, co rzeczywiście wymaga myślenia, doświadczenia i interpretacji.

Jest jeszcze drugi aspekt. Więcej danych, ich lepsza jakość i szybsza analiza oznaczają możliwość lepszego spojrzenia na ryzyko przedsiębiorstwa. Jeżeli jako audytorzy potrafimy wykorzystać tę technologię właściwie, możemy wykonać audyt wyższej jakości, a więc również zapewnić większą wartość jego odbiorcom.

Poszukiwane umiejętności

Jakiego kandydata szuka dziś branża audytowa? Czy trzeba już na starcie dobrze znać konkretne narzędzia technologiczne?

Narzędzia ciągle się zmieniają – technologie, których używamy dzisiaj, za kilka lat mogą wyglądać zupełnie inaczej albo zostać zastąpione przez kolejne. Dlatego znacznie ważniejsze są umiejętności uczenia się i zdolność adaptacji. Kandydat na biegłego rewidenta powinien potrafić sprawnie wejść w nowe rozwiązanie, zrozumieć jego możliwości, ale też ograniczenia i związane z nim ryzyka.

Ja lubię mówić o połączeniu trzech elementów. Pierwszy to biznes: trzeba rozumieć, jak działa przedsiębiorstwo. Drugi to analityka: umiejętność pracy z informacją, analizowania danych, zadawania odpowiednich pytań i wyciągania z nich wniosków. Trzeci to technologia. I dopiero połączenie tych trzech obszarów daje pełny zestaw kompetencji potrzebnych współczesnemu audytorowi.

Nie wystarczy być świetnym technologicznie, jeśli nie potrafimy przełożyć danych na biznes. Tak samo sama wiedza biznesowa bez analityki i rozumienia technologii będzie coraz mniej wystarczająca.

Czy formalne kwalifikacje nadal mają takie znaczenie, skoro tak wiele mówi się obecnie o kompetencjach technologicznych?

Zdecydowanie tak. Jeśli ktoś chce rozwijać się jako audytor, powinien podnosić kwalifikacje zawodowe. W naszym przypadku naturalną ścieżką są uprawnienia biegłego rewidenta czy międzynarodowe kwalifikacje, takie jak ACCA.

Technologia może bardzo mocno wspierać naszą pracę, ale nie zastępuje podstaw zawodowych. Żeby właściwie ocenić wynik analizy czy odpowiedź wygenerowaną przez narzędzie, najpierw trzeba mieć wiedzę pozwalającą zrozumieć, co właściwie oceniamy.

Można więc powiedzieć, że rozwój technologiczny nie odbiera znaczenia kwalifikacjom. Raczej dodaje do nich kolejną warstwę.

Ścieżka zawodowa

Dlaczego uważa Pan, że audyt jest dobrym miejscem na rozpoczęcie kariery?

Sam długo zastanawiałem się na studiach, w której branży chciałbym pracować. Wybrałem audyt i z dzisiejszej perspektywy uważam, że to bardzo dobry punkt startowy.

Audyt niesie ze sobą coś unikalnego: możliwość poznanian od podszewki ogromnej liczby różnych biznesów. Jednego dnia może Pan poznawać firmę produkcyjną, innego przedsiębiorstwo energetyczne, jeszcze innego organizację usługową czy finansową. Nie chodzi wyłącznie o liczby. Trzeba zrozumieć, skąd one się biorą, jak działa cały proces, gdzie przedsiębiorstwo zarabia, jakie ma ryzyka. Dzięki temu człowiek bardzo szybko buduje szerokie rozumienie biznesu prowadzonego przez multum firm.

I nieważne, czy pozostanie później w audycie przez całą karierę. Może po kilku latach stwierdzić: poznałem określoną branżę, rozumiem ją i właśnie w niej chcę się dalej rozwijać. W tym sensie audyt jest dla mnie oknem na świat. Otwiera możliwość poznania wielu dziedzin, zanim obierze się ten jeden właściwy kierunek.

Jednocześnie uczy analitycznego myślenia, pracy projektowej, kontaktu z klientem i właśnie tego sceptycyzmu: zrobienia dwóch kroków do przodu, jednego do tyłu i zadania sobie pytania „czy to na pewno ma sens?”.

Czy osoba z kilkunastoletnim doświadczeniem może równie skutecznie wejść w nowe technologie jak ktoś, kto dopiero zaczyna karierę?

Oczywiście, chociaż sposób uczenia się może być inny. Młodsze osoby często chłoną nowe rozwiązania naturalnie. Dla kogoś, kto przez kilkanaście lat pracował według określonych metod, zmiana wymaga czasem przełamania przyzwyczajeń.

Sam uczę się na kilka sposobów. Mamy w EY globalne rozwiązania technologiczne, ich aktualizacje, prezentacje i szkolenia, a także szkolenia prowadzone lokalnie. Ale bardzo dużo uczę się również od ludzi, z którymi pracuję – szczególnie od młodszych osób.

Obserwuję, że potrafią czasem połączyć kilka narzędzi i wykonać określoną czynność szybciej czy sprawniej. I to jest bardzo wartościowe. Nie powinno być tak, że wiedza płynie wyłącznie od osoby bardziej doświadczonej. Technologia powoduje, że ten transfer odbywa się w obie strony i skraca dystans.

Trzeba też pamiętać o bezpieczeństwie. Audyt jest profesją regulowaną i pracujemy na danych klientów. Nie możemy po prostu umieszczać poufnych informacji w dowolnym otwartym modelu AI. Korzystanie z technologii musi odbywać się w odpowiednio zabezpieczonych środowiskach. To również jest część kompetencji współczesnego audytora – nie tylko wiedzieć, co technologia potrafi, ale także rozumieć, kiedy i w jaki sposób wolno jej używać.

Perspektywy rozwoju

Po kilkudziesięciu minutach rozmowy o danych, automatyzacji i AI muszę zapytać: czy w audycie zostaje jeszcze miejsce dla człowieka?

Zdecydowanie. Powiedziałbym nawet, że w pewnych obszarach rola człowieka staje się jeszcze bardziej widoczna.

Technologia może przetworzyć ogromną ilość informacji, znaleźć anomalię czy przygotować analizę. Ale ktoś musi zrozumieć, co ta anomalia oznacza dla konkretnego biznesu. Musi porozmawiać z klientem, zadać odpowiednie pytanie, ocenić ryzyko i zdecydować, czy uzyskana odpowiedź jest wystarczająca.

Nie widzę więc przyszłości audytu jako świata, w którym technologia zastępuje profesjonalny osąd. Widzę raczej świat, w którym przejmuje część mechanicznej pracy, a człowiek może mocniej skupić się na interpretacji.

I właśnie dlatego tak ważne pozostają wiedza zawodowa, doświadczenie i sceptycyzm. Narzędzia będą się zmieniać, ale potrzeba rozumienia tego, co otrzymujemy, raczej nie zniknie.

Czy z perspektywy wielu lat w branży widzi Pan, że kryzysy i gwałtowne zmiany – takie jak pandemia czy obecna rewolucja AI – ostatecznie zmieniają audyt na lepsze?

Trudny moment zawsze może początkowo powodować opór, szczególnie jeżeli jesteśmy przyzwyczajeni do określonego sposobu pracy. Dobrym przykładem był COVID-19. To był trudny okres dla wszystkich, ale jednocześnie wymusił zmianę wielu metod działania i otworzył nowe możliwości.

Podobnie patrzę dziś na sztuczną inteligencję. Dla mnie jest, przede wszystkim, szansą na to, żeby część powtarzalnych, mniej interesujących czynności – chociażby związanych z obróbką danych – wykonywać szybciej i sprawniej. Dzięki temu audytor może poświęcić więcej uwagi temu, co wymaga analizy, interpretacji i profesjonalnego osądu.

Technologia daje też możliwość pracy na szerszym zakresie danych, a to może przełożyć się na lepsze rozpoznanie ryzyka i wyższą jakość samego audytu. Dlatego dziś patrzę na te zmiany znacznie bardziej przez pryzmat możliwości niż zagrożenia.

Alicja Stasiak

Marcin Kowalczyk

Partner, EY Assurance Polska